czwartek, 8 listopada 2012

Nevermind.

Dzisiejszy dzień w sumie zaliczam do udanych, wszystko czego się "dotknęłam" to mi wyszło. Złapałam kilka pozytywnych ocen, ale na jutro i tak jeszcze trochę nauki i weekend też nie zapowiada się zbyt leniwie.
Jeśli chodzi o wtorkowy konkurs, to muszę przyznać, że razem z Szajos i z Dianą nie byłyśmy zbyt zadowolone, były pytania, na które w ogóle nie byłyśmy przygotowane, strasznie trudno było tam w ogóle coś napisać haha, masakra ogólnie, ale cóż... zobaczyłyśmy przynajmniej, jak to wygląda. W poniedziałek w szkole będę narratorem z okazji Dnia Niepodległości, mam nadzieję, że jakoś to wyjdzie, bo zamieszanie jest ogromne. Dzisiaj z Bijałd spędziłyśmy w szkole dodatkowo dobre 40 minut, jak nie godzinę, bo zgrywałyśmy jakąś muzykę, zmieniałyśmy formaty, ustawiałyśmy i różne takie bzdety, więc dzisiaj w domu znów byłam koło godziny 18:10. Z dnia na dzień coraz bardziej przekonuję się do faktu, że uwielbiam moją panią od WOSu i historii, genialna kobieta!
Ogólnie dzisiaj było pracowicie - pisałam sprawdzian z matematyki, kartkówkę z WOS'u i niemieckiego, zdawałam coś na biologii, potem była próba...
20.11 znów idę na zawody z tenisa stołowego - oczywiście dowiedziałam się o tym kilka dni temu i to tylko dzięki temu, że wtargnęłam na ten temat, obawiam się, że inaczej mogłabym ponownie usłyszeć o tym, że mam iść, trzy dni wstecz, wspaniale...
Hahah, była dobra matematyka - jakieś głupawki z Szajos, łaskotanie, tykanie, wbijanie sobie cyrkli, rzucanie w Kwiatkowskiego i Jabłońskiego kartkami - jak dzieci w przedszkolu. AGATO, uwielbiam Cię. <3
Potem niemiecki z Hofman, haha, KINGO - jesteś głupia i śmieszna, lol. :D Fakt, że śmiejemy się ze słowa "szynka" chyba nie pokazuje nas w zbyt dobrym świetle.
Tak, podsumowując. Jest ok.
A jak u Was? Jak mijają dni, tygodnie? Powiem Wam, że ja osobiście czekam na święta... *_*
Miłego wieczoru, dobrej nocy i kolorowych snów. :*
Haha, mamuśka kupiła mi tabliczkę z moim imieniem. :D 


poniedziałek, 5 listopada 2012

I'm worried about tomorrow...

Cześć Wam. Dzisiaj tak postaram się napisać coś na szybko, ale niezbyt chaotycznie. Śpieszę się, ponieważ jutro mam konkurs z biologii (możecie życzyć mi powodzenia:D), więc muszę się jeszcze pouczyć, a materiału dużo do ogarnięcia. To karygodne, aby kazać uczniom przychodzić pod szkołę o godzinie 6:30! O 6:53 mam już autobus i jadę do Conignr, Cignatury, Coninatury... ach! Nawet nie wiem, gdzie jadę...
Dzisiejszy dzień troszkę ciężki, po raz drugi podeszliśmy do nakręcania filmu na zajęcia medialne, w sądzie, dziś już wyszło, tylko było ogólnie kilka spin, podam jakaś padaka z Bijałd. UWIELBIAM JĄ *.* Magda, lofczimax, haha <3 

Obydwie ciągle się rozśmieszałyśmy, jak mnie malowała, to stwierdziła, że czuje się trochę, jak... haha, ona wie jak, czubek. :D 
Potem oczywiście bieg na tramwaj, bo mógł uciec, wszyscy się rzucili, nikt nawet nie powiedział "Do widzenia" pani, no trudno, jakoś to przeżyje... 

W weekend kupiłam sobie płaszcz i sweterek, oto i zakup mój:

Dzisiaj na matematyce pan K. stwierdził, że jestem su*ą, ZAPAMIĘTAM TO SOBIE, PIOTR!!!! 
W sądzie mieliśmy wszyscy potem jakąś głupawkę, nikt nie zajmował się tym, czym powinien, więc co chwilę tylko ochran od pani A., ale jakoś nakręciliśmy. 

Zbieram się do jakiejś może nauki albo czegoś tam innego, haha. CYA :*
---
BĘDĘ MIAŁA RODZEŃSTWO, OMFG *.*

czwartek, 1 listopada 2012

I want be subtle!

No cześć. Potrzebuję rozmowy, cholernie jej potrzebuję... nie wiem o czym, nie mam konkretnego tematu do omówienia, po prostu muszę porozmawiać. Nie potrafiłabym teraz określić, jakie cechy miałby mieć mój rozmówca. Wiem, kim by mógł być. Jest jedna osoba, z którą potrzebuję konwersacji, ale na owego rozmówcę muszę jeszcze poczekać. Niedługo, ale co mam zrobić, jeśli takiego kogoś potrzebuję właśnie teraz, w tej chwili? Mogę się jedynie zadowalać rozmową z innymi, wspaniałymi ludźmi, jutro czeka mnie spacer z Hofman, może trochę się wygadam, potem ogarniemy plazę z Plewniak, zobaczę co z tego wyjdzie, chcę poszukać jakichś fajnych ciuchów, może na trochę zapomnę o dziwnych czynnikach wpływających na mój nastrój. 

Aktualnie siedzę w łóżku, przykryta ciepłą kołdrą, czytam książkę autorstwa Janusza Wiśniewskiego pod tytułem " Samotność w Sieci ", jest wspaniała, dodatkowo piję napój NEXT - kojarzy mi się to z dobrym dniem spędzonym z H i spotkaniem bardzo, bardzo, bardzo fajnej osoby, oh god. "To co, wbijamy, tak?"
- tylko Kinga będzie wiedziała o co chodzi, sorry - te kontakty wzrokowe, omfg. 

Jest dzień Wszystkich Świętych, boli mnie to, że już nigdy nie będę miała okazji porozmawiać, przytulić się, usłyszeć osoby, bardzo ważnej dla mnie osoby, która odeszła w zeszłym roku, za 26 dni jest rocznica Jej śmierci. Czasem zastanawiam się, po co tak cholernie przywiązujemy się do niektórych osób, spędzamy z nimi tyle czasu, skoro i tak wszystkich tracimy. Z jednymi rozłącza nas śmierć, z drugimi KTOŚ, z trzecimi zaniedbanie, a z czwartymi coś, czego nie da się opisać. Tracimy ich po prostu z dnia na dzień i nic nie możemy zrobić z tym, że się od nich oddalamy. Czasem to boli, ale da się z tym żyć. 
Kończę, wracam do zatruwania życia Kindze na gg, pa.  
Jest tu jeszcze książka Stephena Kinga "Stukostrachy" - wczoraj kupiłam, jak przeczytam, to zdam recenzję. 
----
"Najważniejsze to być silnym, wicher silne drzewa głaszcze"