czwartek, 7 marca 2013

Na jakiś czas...

Jak niektórzy zauważyli, ostatnio nie piszę nic, brak czasu i właściwie chęci, bo jak już jest chwila, to nie mam siły. Na razie odchodzę. Wracam za jakiś czas.

sobota, 2 lutego 2013

Saturday!

Czołem w masło. 
Jak Wam minął ten tydzień? Muszę przyznać, że mnie trochę pracowicie, ale bywało gorzej. W mojej szkole wprowadzili dziennik elektroniczny, macie coś takiego? Trochę beznadzieja, według mnie, bo z nauczycielem można było jakoś załatwić, żeby mieć wyższą ocenę, coś przygotować etc, a w teraz to maszyna będzie wyliczała mi średnią, ja nie jestem zadowolona... 
Czy u Was też już przyszła wiosna? Muszę przyznać, że z tego bardzo się cieszę! Strasznie męczyła mnie ta wszechobecna ciapa na dworze, mróz chyba minus 742389 stopni i w ogóle zima. Teraz zrobiło się już cieplutko, zostały tylko śladowe ilości śniegu, jest trochę błota, ale nie szkodzi. 
W niedzielę jadę do Warszawy na warsztaty filmowe, mam nadzieję, że p. Ambrozja nie pogubi całej grupy. Mamy iść też na zakupy w Złotych Tarasach, może upoluję coś ciekawego, kto wie... 
Dzisiaj wybieram się z przyjaciółkami do Katowic, do Silesii, przejdziemy się do Starbucks i  pewnie pochodzimy po sklepach, bo właściwie w tym centrum handlowym rzadko bywam, bo średnio za nim przepadam, według mnie, jest trochę za duże. 
Hahaha. Co ja zrobiłam w czwartek! Myślałam, że podbiję sobie oko! U mnie w szkole są takie... "filary" koło stołów od tenisa. Szłam sobie i coś mówiłam, byłam obrócona w bok, aż tu nagle odwracam głowę i buch! Uderzyłam twarzą w ten filar. Oczywiście zaczęłam się śmiać i nie mogłam się uspokoić chyba przez 15 minut. Czułam mrowienie w twarzy, jej połowa mu spuchła i miałam czerwony policzek, łuk brwiowy itd, a moja wychowawczyni do mnie: A mocno się uderzyłaś?
Skąd! 
Wczoraj, w piątek musiałam zostać trochę w szkole i porozmawiać z jedną osobą. Cóż... mam nadzieję, że sprawa, którą poruszyłyśmy jakoś się ułoży... Potem poszłam na zajęcia medialne, na których właściwie nic nie robiliśmy. Grupa oglądała "Gadające głowy", ja robiłam sobie notatki z biologii. Później skoczyliśmy z Kwiatkowskim do Lidla, kupiłam sobie paszteciki i jakieś ciasteczka z czekoladą. Uwielbiam tamtejsze pieczywo! Wieczorem właściwie już sobie odpoczywałam, wszystko na spokojnie... bardzo się cieszę, że jest weekend, naprawdę. 
A co u Was?

Se ja i moi zacenzurowani frendsi, nie? Se.

MA KTOŚ TWITTERA? 

wtorek, 15 stycznia 2013

The work of Satan/ Dzieło Szatana.

Cześć Wam.
   Miałam napisać notkę jakieś dwa dni temu, ale zupełnie nie miałam czasu. Postaram się trochę nadrobić to, o czym nie pisałam.
   Zacznę może od soboty... Dzień, odkąd wstałam, już zapowiadał się bardzo miło. Obudziłam się ze znakomitym humorem, wszystko robiłam spokojnie, bo w odróżnieniu od dni w tygodniu, miałam sporo czasu... Zrobiłam sobie śniadanie i pierwszy raz od naprawdę dawna, jadłam ze stoickim spokojem. Po 11 przyszedł do mnie Kwiatkowski, uzupełniał jakieś tam "papierki", hoho. My se szaleni biurowcy. Potem poszliśmy na dworzec, kupiliśmy bilety i ruszyliśmy do Zawiercia. Jazda ogólnie bardzo miła, lubię jeździć pociągami. Po wyjściu z pociągu oczywiście nie wiedzieliśmy, gdzie mamy iść, więc zadzwoniłam do osoby, do której w odwiedziny przyjechaliśmy, by wytłumaczyła drogę. Usłyszałam, że mam iść "prosto", ale prosto to pojęcie względne, bo przecież mogłam się inaczej ustawić... więc Kwiatkowski zaczepił przechodzącego mężczyznę, pytając "w które prosto mamy iść, żeby dojść do sklepu Centrum? ". Chcąc sprawdzić pociągi powrotne poszliśmy jeszcze na chwilkę na dworzec w Zawierciu, jak się okazało, przy drzwiach były płytki, które pod wpływem śniegu i mrozu były niesamowicie śliskie. Minął moment, w którym K. znalazł się na podłodze. Oczywiście ja, jako wspaniała przyjaciółka, zamiast spytać czy nic się nie stało, to zaczęłam się śmiać i to tak bardzo, że prawie się popłakałam. Nieważne. Poszliśmy do osoby, którą opiszę jako pani X. Jeju, cudowna kobieta, naprawdę! Życzę wszystkim, abyście mogli kogoś takiego spotkać na swojej drodze, naprawdę. Poza tym dowiedziałam się od niej takich rzeczy, że moja psychika jest zrujnowana, ale spoko, po każdym kontakcie z nią tak mam. Jakoś się zbieram, jednak skrupulatnie psuję psychikę Kindze H. :D
   Całą niedzielę spędziłam w domu, więc właściwie nie ma o czym pisać. Wstałam rano, już trochę nerwowa, bo na następny dzień jest przecież poniedziałek... musiałam się pouczyć, potem było mi zimno i w sumie połowę dnia przeleżałam w łóżku, z ciepłą herbatą, pod kołdrą i oglądałam jakieś badziewne seriale.
   W nocy z niedzieli na poniedziałek nie mogłam spać, zasnęłam dopiero koło 5, a od 6 już dzwonił mi budzik. Przed 8 przyszła po mnie Plewniak, ale stwierdziłyśmy, że nie pójdziemy na pierwszą lekcję, więc siedziałyśmy na spokojnie u mnie w domu. Oczywiście nie mogło się zdarzyć bez wypadków, wylałam na plecak Marleny herbatę, na szczęście nie dużo i szybko wyschło. Poszłyśmy na drugą lekcję, a mianowicie język polski i M. śmiała się, że pewnie pani będzie ją pytać z treści lektury, której nie czytała, nie czytała nawet streszczenia i rzeczywiście... została spytana, no cóż... Ogólnie dzień minął sympatycznie, prawie dwie godziny na siatkówce, na której prawie doprowadziłam chłopaka do płaczu, bo przy zagrywce piłka trafiła z wielkim impetem w jego.. yhm, krocze. Złożył się na podłodze, myślałam, że naprawdę zacznie płakać!
   Jeśli chodzi o dziś, wtorek, to cóż... nie wyspałam się, poszłam do szkoły, zasypiałam na z. artystycznych, potem kartkówka z fizyki, jeju! Kochana pani pruła się o to, że mam na ławce zakreślacz, pozdrawiam... nieważne. Po fizyce dwugodzinny sprawdzian z j.polskiego, religia i dom, uwielbiam wtorki. Po 15 poszłam na zajęcia z tenisa, na których moja wychowawczyni powiedziała mi, że mnie zabije i to za co? Bo mam tróję z geografii, hm... nie wiem o co chodzi, ale spoko, przywykłam.
Wróciłam do domu i odpoczywam, a zaraz będę łapała się za naukę niemieckiego, bo jutro muszę iść napisać sprawdzian.
  Ach, właśnie... trzymajcie proszę za mnie kciuki, ponieważ jutro idę na zawody, mam nadzieję, że się nie zbłaźnię!
Całus. 

HAHAHA, jaka twarz. Pozdrawiam, muahaha. MAMO,TATO -  DLACZEGO